06.02.2012
Z rajdowej kuchni po mistrzostwo świata
SPORTOWE KLANY: KOŚCIUSZKOWIE
Tytuł mistrza świata w PWRC otworzy Michałowi Kościuszce drogę do WRC. - Mamy już propozycję. Nie mogę zdradzić stajni - twierdzi "Naczelnik". FOT. LOTOS DYNAMIC RALLY TEAM
Mistrzostwo świata dla Michała - ten jeden cel przyświeca rodzinie Kościuszków. I nie ukrywają tego, że wszystko temu podporządkowali. I życie, i biznes.
Czy to spełnienie ambicji ojca? - Tak - zaskakująco szczerze odpowiada Michał. - Nie chodzi jednak o chore ambicje, o to, żeby syn za wszelką cenę osiągnął to, co nie udało się ojcu. Tata ambicje sportowe zaspokoił. Mnie zapewnił tylko takie warunki, jakich on nigdy nie miał. I to jest to ojcowskie spełnienie - podkreśla Michał Kościuszko, wicemistrz świata juniorów, i drugi wicemistrz świata w klasie samochodów produkcyjnych.
Jan lubił ryzyko
W rodzinie były tradycje rajdowe? - Były, ale raczej negatywne - odpowiada z uśmiechem Jan Kościuszko, rajdowiec, kierowca wyścigowy, biznesmen, ale też filantrop, organizator Wigilii m.in. na krakowskim Rynku.
Pochodzi z rodziny lekarskiej. Wychował się w Zakopanem. Marzył o narciarskim zjeździe. - Tam była szybkość - wspomina z iskierką w oczach. - Niestety, dla juniorów był tylko slalom specjalny lub gigant - dodaje.
Po powrocie do Krakowa brakowało mu ćwiczeń fizycznych. Na trzy miesiące został sprinterem. Potem pływał na łódkach, a zainteresował go również kajakowy spływ górski. - Była szybkość, adrenalina i ryzyko. I tylko jeden problem. Nie było, gdzie uprawiać tej dyscypliny - mówi dziś ze śmiechem.
Zaczął pasjonować się rajdami. - By obejrzeć odcinki Rajdu Polski tułałem się autobusami i autostopem. Spałem, a czasami nawet mieszkałem w kopkach siana - wspomina. Wtedy już wiedział, że chce się ścigać. I wszystko temu jednemu celowi podporządkował.
Nim jednak wsiadł do rajdówki był kart. Często o trzeciej nad ranem jechał nim do Lasku Wolskiego, by potrenować na odcinkach... Rajdu Polski.
Sznurówki w Trabancie
- Trabant z rurkami PCV z odkurzacza, to nieprawda - twierdzi z uśmiechem głowa rodu Kościuszków. - Prawdą jest natomiast, że na badaniu technicznym pasy przyczepiliśmy sznurówkami do fotela. W ten sposób udało się zwieść komisję sportową i dopuszczono nas do startu - opowiada.
Rajdówka rodem z NRD wymalowana była w biało-czerwone barwy. - To od razu sygnalizowało milicjantom, że trzeba nas zatrzymać, wylegitymować i najlepiej zabrać dowód rejestracyjny, bo w czasach socjalizmu Trabant na tak szerokich kołach nie miał prawa istnieć - opowiada Jan.
Potem kupił rozbitą Zastawę. Do nietypowych zdań przystosowywał ją w... bloku. Karoserię wciągnęli przez okno na parterze. - Zastawa do mieszkania weszła, ale wyjść nie chciała. Musieliśmy więc zdemontować kaloryfer. Przy okazji zalaliśmy piwnicę, bo nie odcięliśmy pionu. Gdy wyburzyliśmy trzy pustaki mogła zjechać do... piaskownicy - opowiada Jan Kościuszko. Była to jego pierwsza rajdówka z silnikiem - jak mówi - o oszałamiającej mocy 27 KM. Żywot zakończyła na słupie telegraficznym, gdy młody i ambitny kierowca jechał za Rajdem Tulipanów.
"Naczelnik"
W międzyczasie otworzył zakład samochodowy. - Czasami na rajdy jeździłem autami klientów - przyznaje.
W tym też czasie narodził się także... "Naczelnik". - Pojechałem na rajd fiatem 126p powierzonym mi do... remontu. W mocno obsadzonej klasie "maluchów" przyjechałem drugi. Byłem bardzo zadowolony. Gdy okazało się, że pierwszy zawodnik został zdyskwalifikowany - bo miał przerobiony silnik - byłem wniebowzięty. Znokautowałem rywali. I to chyba wtedy Wojtek Bełtowski powiedział: "No, jak na Naczelnika przystało". I tak już zostało - śmieje się Jan Kościuszko.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.

