28.01.2012
Od prawie trzech lat prześladują go pech i kontuzje. Ale się nie poddaje.
WISŁA KRAKÓW. Rafał Boguski wrócił ze zgrupowania w Hiszpanii z dwoma urazami. Do Portugalii nie poleciał.
Rafał Boguski wolałby częściej grać niż komentować występy swoich kolegów z Wisły FOT. MICHAŁ KLAG
Rafał Boguski nie pojechał do Portugalii na drugi obóz przygotowawczy krakowskiej Wisły przed rundą wiosenną sezonu 2011/12. Wszystko przez kontuzje, które przytrafiły się piłkarzowi mistrza Polski w trakcie pierwszego tej zimy zgrupowania w Hiszpanii.
Koszmar Rafała Boguskiego zaczął się w maju 2009 roku, gdy Ariel Borysiuk ostro sfaulował go w meczu Wisły z Legią Warszawa. Gdy po długotrwałym leczeniu stawu skokowego wiślak wrócił wreszcie do gry, po jakimś czasie na treningu zerwał więzadła w kolanie. Wówczas wszyscy mówili o nim: prawdziwy pechowiec. Znów prawie rok dochodził do siebie. Przy obu kontuzjach brak regularnych treningów dawał się we znaki i odzywały się urazy mięśniowe, które kosztowały piłkarza kolejne tygodnie leczenia.
Pod koniec listopada "Boguś" wrócił do podstawowego składu Wisły, strzelił pierwszą od ponad roku bramkę. Pomocnik uwierzył, że nadchodząca runda będzie dla niego przełomowa. Podkreślał: - Dostałem od trenera Kazimierza Moskala kredyt zaufania. Pojechał z drużyną na obóz przygotowawczy do Hiszpanii, gdzie ćwiczył z pełnym obciążeniem, bez taryfy ulgowej.
Na jednym z treningów, przy próbie strzału na bramkę poczuł ukłucie w mięśniu uda. - Potem ten ból narastał - opowiada. Okazało się, że naderwał mięsień czworogłowy. Nie zagrał w drugim sparingu w Hiszpanii, miał ćwiczyć już tylko na siłowni. To właśnie tam... doznał kolejnego urazu, tym razem łydki.
- Miałem pracować nad innymi partiami ciała, bez udziału kontuzjowanego mięśnia czworogłowego uda. I wtedy właśnie "poszła" łydka - wspomina.
Wraz ze sztabem medycznym i trenerskim podjęli decyzję, że nie pojedzie na drugi obóz z zespołem. - O żadnych zajęciach na boisku nie ma w tej chwili mowy - przyznaje. - Doszliśmy wspólnie do wniosku, że nie ma sensu, bym jechał do Portugalii tylko po to, by chodzić tam na zabiegi i rehabilitację.
W takiej sytuacji trudno już nawet mówić o pechu. Pytany, czy czasem nie wydaje mu się, że ciąży nad nim jakaś klątwa, Boguski tylko wzdycha zrezygnowany: - Nie chcę już o tym mówić, nie chcę tego komentować. Jest, jak jest.
Pod jego nieobecność drużyna będzie w Portugalii ćwiczyć schematy taktyczne, zespół będzie się zgrywać. Boguski nie pociesza się nawet tym, że rzetelnie przepracował pierwsze zgrupowanie, gdzie pracowano nad wytrzymałością i kondycją fizyczną. - Ta cała baza teraz "ucieknie", bo nie mogę się ruszać - tłumaczy. - Staram się przynajmniej nadrabiać to pływaniem na basenie.
Problemy Boguskiego trwają już na tyle długo, że w klubie muszą pomyśleć nad tym, jak można byłoby maksymalnie zmniejszyć ryzyko takich urazów w przyszłości. - Na razie nie rozmawialiśmy o tym, ale wraz z trenerami i lekarzami musimy dojść do jakichś wniosków, coś trzeba wymyśleć - przyznaje. Widać, że piłkarz ma wyjątkowe predyspozycje do tego typu urazów mięśniowych.
Obecnie nie wiadomo dokładnie, kiedy pomocnik mógłby wrócić do gry. Najbardziej żałuje oczywiście tego, że może nie zagrać w 1/16 finału Ligi Europejskiej ze Standardem Liege. - Na razie się leczę i mam nadzieję, że chłopakom dobrze pójdzie - stwierdza. Gdyby awansowali do kolejnej rundy, mógłby zdążyć się wykurować na 1/8 finału. - Oby tak było - wzdycha.
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
- 1
- 2

