13.02.2012

Rozstała się z mężem, pogodziła z ojcem. I znów jest niedościgła

LINDSEY VONN. Mistrzyni olimpijska z Vancouver zmierza po czwartą Kryształową Kulę

Lindsey Vonn na trasie w Soldeu Fot. PAP/EPA Luis Tejido

Gdy Lindsey Vonn wygrywała w poprzednich sezonach Pucharu Świata, było jasne, że był to efekt wspaniałej współpracy z jej mężem i trenerem w jednej osobie. Dlaczego wygrywa teraz? Bo się z nim rozstała.

O rozejściu się z mężem alpejka przemyśliwała od dłuższego czasu. Przed rokiem, gdy przegrała Kryształową Kulę o trzy punkty na rzecz Niemki Marii Riesch, zwróciła się do działaczy amerykańskiej federacji narciarskiej, by wyznaczyli jej trenera, który obejmie nad nią indywidualną opiekę.

Wiosną Thomas Vonn poszedł w odstawkę jako trener, a jesienią musiał przyjąć do wiadomości decyzję o separacji.

A przecież tak im było dobrze ze sobą. Thomas był dla żony mentorem i przyjacielem zarazem, świetnym kompanem i wymagającym trenerem. By jej pomóc, przywołał całe doświadczenie wyniesione z własnej kariery zawodniczej. Ogromną wagę przykładał do przygotowania sprzętu narciarskiego i to on namówił Lindsey, by zaczęła trenować na nartach przeznaczonych dla mężczyzn, twardszych, ale zarazem szybszych. Pilnował jej diety, fundując na deser, zamiast ciastek, beztłuszczowe mrożone jogurty. Jako jedyny spośród otaczających ją osób potrafił powiedzieć prosto w oczy, jakie popełniła błędy, co z jednej strony ją irytowało, a z drugiej pozwalało czynić postępy. Jako jedyny też umiał sprawić, że w chwilach zwątpienia na nowo zaczynała w siebie wierzyć. Jak podczas mistrzostw świata w Val d'Isere, gdy stojąc na szczycie i trzęsąc się jak osika, krzyknęła do krótkofalówki: "Vonn, musisz tu wyjechać, potrzebuję cię". Na górze Thomas znalazł żonę na uboczu, z dala od reszty zawodniczek. Bladą, bezmyślnie grzebiącą butem w śniegu. Rzucił jakiś żart, opowiedział zabawną historię. Gdy Lindsey rozluźniła się, tuż przed startem szepnął jej do ucha: "Wiesz, że musisz wygrać. Wiem, że chcesz wygrać. I teraz to zrobisz." Na mecie supergiganta, do której dotarła z czasem lepszym od najszybszych rywalek o ponad pół sekundy, powiedziała dziennikarzom: "On wiedział, co ja chcę usłyszeć, by skoncentrować się na zadaniu. Czasem jest trudno, gdy marzysz o czymś i ta chwila właśnie nadchodzi. Czujesz na sobie ciężar całego życia."

Czasem starali się zapominać, że są goniącymi za medalami chartami z bagażem stu nart na grzbiecie. Wtedy stawali się romantyczną parą zakochanych, podróżującą po Europie wynajętym, tanim samochodem i zaszywającą się przed światem w górskich hotelikach.

A teraz, gdy się rozstali, miejsce w aucie obok niej zajął Jeff Fergus.

- To nie jest proste znaleźć trenera, który myśli podobnie jak ty i cię bardzo dobrze rozumie - dzieliła się wrażeniami dla agencji AP Lindsey. - Ale zaczęliśmy z Jeffem pracować ze sobą latem i okazało się, że to naprawdę działa.

Rzeczywiście, Vonn, która pozostała przy nazwisku męża, rozpoczęła ten sezon od pierwszego w karierze zwycięstwa w gigancie Pucharu Świata (w Soelden), a na półmetku rywalizacji po raz pierwszy była w pierwszej "15" klasyfikacji wszystkich konkurencji cyklu. 4 lutego w niemieckim Ga-Pa wygrała po raz 50. w karierze.

Okazało się, że Fergus znalazł sposób, by w niemal doskonałej zawodniczce znaleźć rezerwy i uczynić z niej jeszcze lepszego sportowca. Tłumaczy, że zagadka tkwiła w znalezieniu równowagi pomiędzy jej umiejętnościami technicznymi i szybką jazdą.

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.