22.02.2012

Górale z Gawlaków i Hut biją się o drogę

ZAKOPANE. Konflikt między sąsiadami wciąż nabiera na sile

Pan Mieczysław Majerczyk z Gawlaków na Olczy twierdzi, że jest odcięty od świata przez swego sąsiada FOT. HALINA KRACZYŃSKA

To już mała góralska wojna. Jeden z mieszkańców Olczy-Huty zablokował kilkunastu sąsiadom dojazd do domów. W efekcie fragmentem drogi biegnącej po jego działce nie przejedzie pług, a ostatnio zatrzymała się na tej drodze karetka. Sąsiedzi w odwecie grożą, że i jemu zamkną dojazd.

Skłócona jest już cała dzielnica. Wszyscy, prawie trzydziestu mieszkańców trzech osiedli na zakopiańskiej Olczy - Hut, Gawlaków i Mrowców wypowiedziało wojnę jednemu z sąsiadów, Andrzejowi Bilanowi, za to, że nie pozwala im przejeżdżać dwiema drogami prowadzącymi z głównej drogi na Huty i Gawlaki. Ustawił znaki "Zakaz wjazdu" i tabliczki z napisem "Teren prywatny".

- Ano nie możemy dojechać z Mrowców ani do Gawlaków, ani na Huty - pokazuje na drogę Maria Długosz, mieszkanka Mrowców. - Jest kłopot z odśnieżaniem drogi, bo pługi tylko za most mogą wjechać i dalej już nie. Ostatnio do chorego sąsiada przyjechała karetka i lekarze musieli wysiąść i iść pieszo.

- Ta cała sytuacja staje się już niebezpieczna - dodaje sąsiad kobiety, pan Jan. - A to przecież na te drogi ludzie ze swojego kiedyś dawali, żeby mieć dojazd do pól, a potem domów. Tyle że żadnych zapisów w księgach nie robili.

Jak dodaje radny z tego rejonu, Wojciech Tatar, pan Bilan nie tylko zatrzymuje pługi odśnieżające drogę, ale jeszcze na drodze z jednej strony usypał górę śniegu. - Polał ją wodą i teraz - jak wyjaśniał na komisji ekonomiki radny Tatar - samochody, które się tam zapuściły, ściąga do koryta płynącego obok drogi potoku. Cud, że tam nie doszło jeszcze do nieszczęścia. Kilka razy już wzywana była policja.

W najgorszej sytuacji - jak twierdzą na Mrowcach - znalazł się 73-letni pan Mieczysław Majerczyk z Gawlaków. - Jak zadzwonię i zamówię pług, to przyjedzie. Tak jak wczoraj, jak musiałem zamówić pogotowie energetyczne. Z gminy pługi nie przyjadą - wyjaśnia. - Jestem odcięty od świata.

Mówi, że on także kupił swoje znaki zakazu i razem z sąsiadami będzie je stawiał na drodze, z której korzysta Bilan. - On mówi, że ten jego dojazd jest uregulowany, a nie jest. Jemu też ustawimy znaki - obiecuje.

Pan Andrzej Bilan też pokazuje na drogi, które zablokował. - Proszę popatrzeć, czy ten pan Mieczysław nie ma odśnieżonej drogi, czy nie ma dojazdu - pyta pan Andrzej. - Inni jakoś też się zbytnio moimi znakami nie przejmują, bo jeżdżą. Gdy kupiłem tę działkę, wszyscy po niej chodzili, gdzie chcieli. Były tu trzy drogi aż w sześć stron.

Pan Andrzej za całą sytuację wini gminę, której dawno już zaproponował, by kupiła od niego 375 metrów kw. działki zajętej pod drogę. - Sprawa byłaby załatwiona, ale radni nie chcą się na to zgodzić - zaznacza. Oddał sprawę do sądu. Domaga się od gminy odszkodowania za bezumowne korzystanie z działki oraz zwinięcia asfaltu.

Sąsiedzi chcą wystąpić do sądu o wytyczenie drogi koniecznej na czas procesu.

Halina Kraczyńska

Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.