12.06.2009
Polska duma - siła Unii
Polemika
Bardzo interesujący artykuł Krzysztofa Szczerskiego "Duma i uprzedzenie" ("Dziennik Polski", 26.11.2008) skłonił mnie do skreślenia tych kilku uwag, które w części są rozwinięciem jego refleksji, w części zaś wchodzą z nim w polemikę.
Powody do zgody
Mam podobne, co autor tego tekstu, odczucia w odniesieniu do stanu świadomości współczesnych Polaków. Wydaje się, porównując nasze i tamte czasy (chodzi o porównania nie z autopsji przecież, ale z rodzinnych wspomnień i z lektury), że dziś nie ma w Polakach nawet wątłego śladu tamtej dumy ze swojego państwa, którą odczuwali nasi dziadowie i ojcowie przed 1939 rokiem. Tamto państwo było dalekie od ideału, delikatnie mówiąc (można by długo wymieniać jego defekty, ale to już inny temat), ale dla Polaków nie ulegało wtedy najmniejszej wątpliwości, że to jest państwo własne. Polacy mieli wtedy silną świadomość ceny, jaką płacili przez ponad wiek za brak własnego państwa i świadomość wysiłku, jaki włożyli, by to państwo najpierw odzyskać, potem obronić, a następnie odbudować. Jeśli spojrzelibyśmy na polską politykę lat 30., dostrzeglibyśmy przede wszystkim zjawisko wyobcowania znacznej części polskich patriotów: socjalistów, ludowców i narodowców - żeby wymienić tylko główne siły - z realnej polityki. Było to konsekwencją ustanowionego po maju 1926 roku systemu, zalegalizowanego ostatecznie przez przyjęcie Konstytucji Kwietniowej w roku 1935 i oddającego władzę jednej orientacji politycznej w gruncie rzeczy po wieczne czasy, albo do czasu narodowej katastrofy. Otóż kiedy ta katastrofa nadeszła we wrześniu 1939 ci wszyscy wyobcowani bez wahania stanęli do walki. Wojna obronna 1939 roku, a jeszcze bardziej Polskie Państwo Podziemne - z jej skalą uczestnictwa, ale i z jej skalą poświęcenia - to zjawiska zupełnie wyjątkowe w Europie tamtej doby.
Trudno sobie wyobrazić, by współczesne pokolenia Polaków były zdolne do czegoś podobnego. A przecież dzisiejsza Polska rozwija się nie gorzej niż Polska międzywojenna: rośnie zamożność Polaków, a nasza demokracja, choć niedoskonała, nie zbudowała, jak tamta, systemu trwałego wykluczenia. Ta niezdolność do poświęceń jest widoczna gołym okiem, nie wymaga dowodu. Może dziwić, że jest tak powszechna i wszechogarniająca. Wszak mieliśmy całkiem niedawno w naszej historii swoje pięć minut patriotycznego porywu: miliony ludzi dały się ponieść marzeniu o lepszej Polsce w roku 1980, potem - po wprowadzeniu stanu wojennego - tysiące ludzi w konspiracji walczyło o lepszy wspólny los. A jednak z tego wolnościowego posiewu nie wyrosło pokolenie, dla którego patriotyzm jest pierwszym życiowym drogowskazem. Zatem w tym punkcie - zgoda. Zgoda także co do dominujących dziś w Polsce wyobrażeń o miejscu Polski w świecie. Z całą pewnością przeważa dążenie do wpisania się w taki kontekst geopolityczny, który da Polsce ochronę. I to jest rozumowanie nie do podważenia. Problem zaczyna się w momencie, kiedy to dążenie pojmowane jest jako zapewnienie Polsce świętego spokoju, jako zdjęcie z barków Polaków odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo. Kto śledził naszą debatę publiczną w okresie kiedy kandydowaliśmy do NATO i kiedy nas do sojuszu przyjmowano, ten musiał zauważyć, jaki był jej dominujący ton. To było dążenie małego narodu do przygarnięcia go przez jakiego potężnego protektora.
Pole do polemik
W tym miejscu jednak, mam wrażenie, zaczyna się pole niezgody z Krzysztofem Szczerskim. Chciałbym bowiem zwrócić uwagę, że w politykę zagraniczną Prawa i Sprawiedliwości wpisana była pewna sprzeczność. PiS nawoływało do polityki ambitnej, "nie na kolanach" i - jeśli dobrze rozumiem - to jest ta linia myślenia o naszych miejscu w świecie, która koresponduje z tym, co Krzysztof Szczerski określa mianem "śmiałości" czy też "niewpisywania się w główny nurt". Problem w tym, że z jednej strony (szczególnie gdy chodzi o nasze relacje z Unią Europejską) PiS powiadało: trzeba się stawiać i rząd Prawa i Sprawiedliwości rzeczywiście stawiał się, z drugiej zaś strony, w odniesieniu do naszych relacji ze Stanami Zjednoczonymi, ten sam rząd postrzegał stawianie Amerykanom jakichkolwiek warunków za niedopuszczalne: mieliśmy być sojusznikiem bezwarunkowym. Przykładem pierwszej postawy niech będzie stosunek do traktatu lizbońskiego, kiedy Polska jako jedyna opierała się przyjęciu systemu podwójnej większości. Przykładem drugiej postawy - skarcenie ówczesnego ministra obrony Radosława Sikorskiego, gdy ten podczas rozmów z Amerykanami powiedział im, że Polska chciałaby uzyskać jakieś konkretne korzyści w zamian za zgodę na instalację na naszym terytorium amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Z Europą Polska szła na noże, z Ameryką zaś przybierała postawę wasala. Gdzie tu konsekwencja?
Drugi punkt mojej niezgody z myśleniem Krzysztofa Szczerskiego dotyczy sposobów realizowania polskiego interesu w polityce zagranicznej. Jeśli dobrze go rozumiem, Szczerski odnosi swój zarzut braku owej "śmiałości" także do polityki zagranicznej obecnego rządu. Mnie się natomiast wydaje, że Tusk z Sikorskim znaleźli odpowiednie proporcje niezgody i wpisywania się w "główny nurt". Jakie to proporcje? Tyle niezgody na żądania liderów Unii, ile to konieczne dla obrony polskiego partykularnego interesu, tyle zaś wpisywania się w "główny nurt", ile to konieczne dla utrzymania dynamiki rozwojowej Unii. Konkretnie widzieliśmy to w ostatnich dniach na przykładzie negocjacji w sprawie pakietu energetyczno-klimatycznego poprzedzających szczyt brukselski i na samym szczycie. Polska sprzeciwiła się dość radykalnie pierwotnym propozycjom prezydencji francuskiej, bo ich przyjęcie miałoby dla naszego przemysłu energetycznego i dla naszych konsumentów energii opłakane skutki. Zarazem jednak Polska w żadnym momencie nie zanegowała celów unijnej polityki energetyczno-ekologicznej ("3 x 20"). Nadto dążąc do uzyskania swoich celów nie stosowała PiS-owskiej metody walenia pięścią w stół, lecz wytrwale szukała sojuszników. I znalazła ich: pozostałe nowe kraje członkowskie, częściowo Niemcy, w końcu też zyskaliśmy zrozumienie Sarkozy'ego i cała operacja zakończyła się sukcesem. Bez robienia cierpiętniczych min i bez straszenia partnerów z Unii. Tak się w Unii uprawia politykę. Jeśli jest skuteczna, to znaczy, że jest dobra.
Najogólniej mówiąc, zgadzam się z tym, że powinniśmy prowadzić politykę ambitną, możemy ja nazwać polityką "śmiałości". Ale to nie może być polityka straceńcza. Także dlatego, że świat jest dziś inny niż w 1939 roku. Inny kontekst geopolityczny domaga się innych odpowiedzi niż te z tradycyjnego arsenału polityki międzynarodowej. Nie ma już tradycyjnego koncertu mocarstw i my nie mamy co marzyć o awansowaniu do tej kategorii. Nawet wielkie dawne potęgi, Niemcy czy Francja, nie działają dziś przeważnie pod własnym szyldem. Polska - tym bardziej powinna przyjąć tę metodę postępowania. Dzisiaj realną siłą dla Polski jest realizowanie jej interesów poprzez Unię Europejską. Zatem w jakimś stopniu musimy wpisywać się w "główny nurt". Nie oznacza to przyjmowania bez słowa skargi wszystkiego, co przychodzi z Brukseli, ale oznacza, że w polskim interesie nie leży osłabianie Unii, lecz - przeciwnie - jej wzmacnianie.
Roman Graczyk
Kontynuujemy debatę pod hasłem "Nasze dwudziestolecie"! Co po roku 1989 udało się nam najlepiej, co najgorzej, a co tak sobie? Pisali dotychczas:
"Współczesna młodzież nie jest w niczym gorsza od tej urodzonej osiemdziesiąt kilka lat temu. Jednak nie została jej przekazana ani świadomość dziedzictwa, ani spójny system wartości. Nie zostały dostarczone dobre wzorce postępowania. Nie pojawiły się sytuacje, w których mogliby oni być dumni ze swojego państwa, z jego bieżących osiągnięć. Nawet nie mają oni poczucia, że są temu państwu potrzebni, że są jego przyszłością i nadzieją".
(Stefan Płażek, "O dwudziestoleciu refleksje prywatne", "Dziennik Polski", 17.11.2008)
"Jednym z widomych, a groźnych dla systemu mieniącego się demokratycznym zjawisk, jest pogłębiająca się obywatelska bierność i dramatycznie niski poziom społecznego zaufania. One to sprawiają, że na próżno szukać we współczesnej Polsce elementów wspólnoty politycznej".
(Tomasz Gąsowski, "Dwadzieścia lat we własnym domu", "Dziennik Polski", 19.11.2008)
"Polska polityka dziś, gdy ma wszelkie zasoby, by być samodzielna, pchana jest w kierunku pseudopragmatycznym, czyli polityki ograniczonej do geopolitycznie nieistotnej roli, handlarsko-usłużnej, jak gdyby obowiązywała ją maksyma: »jak się nie będziemy stawiać, to może zarobimy więcej«".
(Krzysztof Szczerski, "Duma i uprzedzenie", "Dziennik Polski", 26.11.2008)
Portal „Dziennik Polski” wraz ze wszystkimi treściami będącymi jego elementami składowymi - w szczególności internetowe wydanie „Dziennika Polskiego” i treści będące jego elementami składowymi - podlegają ochronie prawnej na podstawie międzynarodowego i polskiego prawa autorskiego. Jakiekolwiek korzystanie z utworów, o których mowa powyżej, przekraczające dozwolony użytek osobisty (uregulowany w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych) wymaga wyraźnej zgody Wydawcy - POLSKAPRESSE Sp. z o.o., które z tytułu praw autorskich jest podmiotem uprawnionym do wydania takiej zgody.
